niedziela, 18 września 2016

PAJĘCZYNA BABIEGO LATA

Babie lato utkane  z  rosy, mgły i pajęczyny


koniec lata




"wzlatywać na skrzydłach:

/.../

mieścić się w wydarzeniach,

podziewać w widokach

poszukiwać najmniejszej między omyłkami.

/.../
i żeby raz przynajmniej potknąć się o kamień
zmoknąć na którymś deszczu,
zgubić klucze w trawie;
i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze:
i bez ustanku czegoś ważnego nie wiedzieć."

/Wisława Szymborska, "Notatka"/

Niedzielne popołudnie, upływające lekko i radośnie, bo wciąż jeszcze w promieniach letniego, ciepłego słońca. Dookoła dostrzegam wabiki babiego lata: pajęczynę utkaną w liściach, krople porannej rosy w trawie i mlecznobiałą mgłę w oddali.




Prognozy pogodowe już zapowiadają, że "ziemia chyli się ku jesieni". Czas zmienić garderobę, zajrzeć do szafy i przygotować się na nadchodzącą nową porę roku. To wszystko jeszcze przede mną... .
Na razie, trwając w stanie przejściowym - między latem, a jesienią - moje ciało i dusza mają ochotę na spacery w słońcu, wśród połyskującej zieleni trawy i liści drzew, wciąż jeszcze kwitnących kwiatów i dojrzewających owoców winorośli. Myślicie, że to banalne?
Jednak mnie takie banały potrafią urzekać z wielką siłą.











Wzrok wędruje za migocącymi iskierkami, zesłanymi przez promienie słońca. Niczym leśne elfy wiodą spojrzenie wprost ku koronom drzew, ptakom, wiewiórkom, motylom. Na chwilę zatrzymują się na fasadach domów, zaglądają do okien, by nagle... ulecieć stąd. Gdzieś ponad dachy, niedościgle wysoko. Potem znikają w miękkim puchu chmur, a ja odkrywam, że dotarłam do zupełnie nieznanego miejsca.

Uwielbiam zagubić się w ciągu dnia. Pielęgnuję takie wrażenia i zamykam w lakowanej w kwiaty peonii szkatułce, kochając je tak, jak diamenty, o których śpiewała Marilyn Monroe, iż to one są największym przyjacielem kobiety. 





A jak wyglądają Wasze przygotowania na powitanie kolejnej pory roku? Czy nadal pielęgnujecie ostatnie dni lata? Porządkujecie swoją garderobę? Przygotowujecie balkony na jesienny czas?

Babie lato, pajęczyny w gałęziach, pierwsze opadające liście i ta niebywała impresjonistyczna zabawa światła i cienia sprawiają, że zawsze w tym czasie odżywa we mnie obraz filmu "My week with Marilyn" z podążającym leśną drogą czarnym bentleyem i przejmującymi nutami "Autumn Leaves"  w wykonaniu Nat King Cole'a. 

Czy Was babie lato  wiedzie ku takim doznaniom? Przywołuje dobrze znane dźwięki piosenek, do których wracacie z sentymentem, mimo upływu lat?




poniedziałek, 12 września 2016

PRIORYTET ROZMOWY, CZYLI 6 SPRAW, KTÓRE NAJCZĘŚCIEJ PORUSZAMY







O czym najczęściej rozmawiamy i co wpływa na nasze wybory? 

Czy istnieje dziś jeszcze pojęcie takie, jak PRIORYTET ROZMOWY?


Moje obserwacje doprowadziły do spisania powtarzających się nagminnie 6 spraw, które najczęściej poruszamy w trakcie spotkań z rodziną, ze znajomymi, w miejscach pracy. Poniżej zamieszczam listę pytań, jakie nurtują nasze umysły na co dzień. Rozmawiamy zatem:


  1. O wszystkim i o niczym...
  2. W co się ubrać ?
  3. Dlaczego się sobie nie podobam?
  4. Jak zdrowo i mądrze się odżywiać, by waga nie szybowała w górę, a uroda - nie przemijała?
  5. Dlaczego pielęgnujemy nasze choroby, zamiast je leczyć?
  6. Czemu żądza pieniądza tak zawładnęła naszym życiem?                                                                              


Oto krótka charakterystyka 6-ciu spraw, które najczęściej poruszamy w prowadzonych na co dzień rozmowach.










  • O wszystkim i o niczym...  Powiedzenie, że rozmowa się "nie klei", brak jej sensu, jest nudna dowodzi tego, że właściwie dotyczy ona wszystkiego i niczego. Brak konkretnych zagadnień dyskryminuje dalszy przebieg spotkania. Żaden z rozmówców nie zatrzymuje się na wyznaczonym priorytecie rozmowy, bo zniechęcony jej przebiegiem po prostu marzy, by jak najszybciej się skończyła. Pytania typu: "Co słychać? Czy wszystko dobrze?" zadane osobie, z którą nie widzieliśmy się lub nie słyszeliśmy kilka miesięcy, ba, nawet lat są wielce niezasadne. Bowiem, jak można opowiedzieć o przeżyciach z kilku miesięcy, odpowiadając na dwa bardzo ogólne pytania? Tylko lakonicznie lub sarkastycznie. Niczego innego się nie spodziewajmy!
  • W co się ubrać ? 
  • Dlaczego się sobie nie podobam?

  • Następny dylemat, jaki trafił na listę 6-ciu spraw, które najczęściej poruszamy,  to niekończący się temat braku odpowiednich ubrań na stosowną okazję i wieczne niezadowolenie ze swojego wyglądu. Skąd te powracające, jak mantra obiekcje, które zajęły wysoką, bo 2 i 3 pozycję na mojej liście? 

    Wydaje się, że odpowiedź jest łatwa i dość prosta. Przecież ze wszystkich stron mamy do czynienia z kultem młodości, pięknego, nieskazitelnego wyglądu, stanowiącego odzwierciedlenie tego, co pokazują nam osoby z pierwszych stron gazet czy w ogóle - mediów. Kiedyś, panie i panowie upodobniali się do aktorów, aktorek, a nawet postaci historycznych, które stawały się dla nich autorytetem, wyrocznią w dziedzinie życia. Przytoczę tutaj, choćby gwiazdy przedwojennego kina: Marlenę Dietrich, Gretę Garbo czy Vivien Leigh, które wnosiły nowe elementy do kobiecej mody, czyniąc zeń bardziej męską (Marlena Dietrich, Greta Garbo) lub kobiecą (Vivien Leigh - słynna Scarlett z "Przeminęło z wiatrem"). Później pojawiły się: Marylin Monroe, Brigitte Bardott, Audrey Hepburn. Choć wdzięk, klasa, szyk tych pań nie przeminęły, dzisiaj przeglądamy współczesne kolorowe czasopisma i śledzimy ich bohaterki wraz z zespołem osobistych stylistów. Pogoń za upodobnieniem się do, choćby jednej z tych pań, wywołuje frustracje na temat własnego wyglądu, a niewolniczy pęd za trendami w modzie (nie zawsze dla nas) - nie pozwala uwolnić się od myśli, że nie mamy, co na siebie włożyć, niezależnie od okazji. Zapychamy szafy zbędnymi ubraniami bezmyślnie i całkowicie nierozsądnie. A gdzie w tym wszystkim zasada, którą stosowała przez całe swoje życie w odniesieniu do sposobu ubierania się Jacqueline Kennedy Onassis: "Mniej znaczy więcej" ("More is less")


    • Jak zdrowo i mądrze się odżywiać, by waga nie szybowała w górę, a uroda - nie przemijała?

    Kuchnia wegetariańska czy wegańska? Francuska, hinduska, chińska, japońska, a może tradycyjna polska? To dylematy żywieniowe, które postawiło przed nami nasze kosmopolityczne życie:) Dzisiaj podróżujemy, migrujemy z miasta do miasta, z kraju do kolejnego państwa. Kultura kuchni splata się z tym, co każdy z nas wyniósł z rodzinnego gniazda. Wspomnienie rosołu z pachnącą świeżą pietruszką, zrazów w zawiesistym ciemnym sosie, pieczonych ciast z sezonowymi owocami (śliwki, wiśnie, jabłka) nie dają o sobie zapomnieć. Dookoła zaś słyszymy, że takie jedzenie podnosi cholesterol, co w następstwie może zakończyć się miażdżycą, niewydolnością krążeniową, a w dodatku - powoduje wzrost wagi, a ta z kolei - atakuje nasz układ motoryczny.  Co zatem wybrać, jakie produkty wprowadzić do naszej kuchni, by uroda nie przemijała, a zdrowie nadal nam sprzyjało? Zdaje się, że każdy powinien odnaleźć tutaj swój "złoty środek" tak, by nie popadać ze skrajności w kolejną skrajność. Wówczas bowiem, mogłoby się okazać, że mimo zdrowego odżywiania, dopadają nas coraz to nowe schorzenia, a nawet - psychiczne rozterki ( Co jest ze mną nie tak,skoro inni tak żyją i mają się dobrze, a ja jestem zgnuśniały i nieszczęśliwy?). Warto pamiętać o tym, że to, co jest dla wszystkich, niekoniecznie i nam odpowiada. Ci zaś, którzy tak bardzo obawiają się procesu starzenia, a co za tym idzie -  zmieniającej się urody, powinni obejrzeć film "Kwartet" w reż. Dustina Hoffmanna (Fenomenalne role Maggie Smith i Michaela Gambona ). Jestem przekonana, że przestanie im towarzyszyć strach o to, jak będą wyglądać za ...dziesiąt lat.

    • Dlaczego pielęgnujemy nasze choroby, zamiast zdrowia? 
    Właśnie. Żyjemy w erze, gdzie bez leków na różnego rodzaju ból, nie wychodzimy do pracy ani też nie wyjeżdżamy na wakacje. Dodatkowo, jesteśmy atakowani codziennie przez reklamy, które oferują medykamenty na wszystko: od stóp do głów, od szczegółu do ogółu itd. Zastanówmy się jednak. Czy one wszystkie są nam naprawdę niezbędne do życia? Czy każdy z nas  przeżywa, co dnia tyle cierpienia fizycznego,  by "faszerować się" taką dawką chemii?  Dlaczego nie wyjdziemy na spacer, by pozwolić naszej duszy na romans z naturą? Nie posłuchamy śpiewu ptaków, szumu wody, szelestu koron drzew?


    Być może niektórzy z Was spotkali się z pojęciem: "Gdy dusza choruje, cierpi nasze ciało"? Warto się nad tym aspektem zastanowić i poobserwować samego siebie, by dostrzec tę niewidzialną (na pierwszy rzut oka) więź między ciałem a duszą. W zrozumieniu tej zależności pomoże nam literatura. Polecam "Zero ograniczeń" Joe Vitale, w której autor pisze: "Jesteś przyczyną, skutkiem i celem wszystkiego. Uzdrawiając siebie, naprawiasz całą rzeczywistość. A im jesteś doskonalszy, tym doskonalszy jest świat."  

    Czy te słowa nie brzmią pięknie? Czy z każdego z nich nie bije pozytywna, pełna radości energia życia?

    "Zero ograniczeń" Joe Vitale  odpowie też na pytanie czym jest "Hooponopono" i jaką rolę odgrywać może w naszej codzienności. Ta szkoła uzdrawiania ma przyczynić się do rozwoju naszej świadomości.  Dzięki powtarzaniu z wiarą magicznych słów: "Kocham Cię.Przepraszam.Wybacz mi,proszę.Dziękuję" osiągniecie prawdziwe wyżyny samorozwoju i zaczniecie realizować marzenia, na spełnienia których czekaliście całe życie. Przecież, jesteśmy tacy, jakie są nasze sny. Nie zapominajmy o tym:)


    I pamiętajmy: "Mądry uczy się od każdego, a głupi wie wszystko"!


    • Czemu żądza pieniądza tak zawładnęła naszym życiem?   
    Żyjemy w świecie, gdzie pieniądze są największym przyjacielem człowieka. Konsumpcyjny i roszczeniowy sposób życia sprawił, że wsiedliśmy w rozpędzony pociąg, ale nie wiemy dokładnie, dlaczego on tak mknie i dokąd jedzie. Przypominam sobie tutaj obraz Paula Gauguin: "Skąd przychodzimy? Dokąd zmierzamy? Kim jesteśmy?" Choć malarz nie daje jednoznacznej odpowiedzi, to zasiewa iskierkę głębokiej niepewności, dotyczącej naszego życia. Zdaje się mówić: "Nie jesteśmy przecież tacy, jacy w lustrze się widzimy?...", a jednak wydaje się, że nie to zajmuje nasze umysły. Liczy się przecież TU i TERAZ. Zakup nowego auta, wybudowanie kolejnego domu, wyjazd na Karaiby - pokaż mi swój portfel, a powiem ci, kim jesteś... . Nie ma czasu zadawać sobie egzystencjalnych pytań o przemijaniu, gdy żądza posiadania w danej chwili jest tak wielka i wszechobecna w każdej dziedzinie naszego życia. Czasami jednak, w małych przebłyskach sentymentalnej świadomości tęsknimy do czasów, gdy posiadaliśmy mniej, ale przeżywaliśmy więcej, mocniej, godniej i szlachetniej. Gdzieś w korytarzach duszy - zapewne każdego z nas - mieszkają takie pragnienia, by wysiąść z tego pędzącego pociągu: CHCIEĆ I MIEĆ, usiąść w parku i po prostu: przyjrzeć się światu, który przecież jutro już nie będzie taki sam.








    środa, 7 września 2016

    Styl francuski: światło, eklektyzm autentycznych mebli i piękno szlachetnych tkanin dekoracyjnych

    WNĘTRZA

    piękno szlachetnych tkanin dekoracyjnych




    piękno szlachetnych tkanin dekoracyjnych



    styl francuski




    Jak odtworzyć styl historyczny z przymrużeniem oka? Czy w ogóle jest to zadanie możliwe do wykonania w odniesieniu do kraju, w którym historia wnętrzarstwa ma długą i bogatą tradycję? Przekonajmy się. 

    Styl francuski to przeciwieństwo nowoczesnego minimalizmu.  Do tej kwestii z pewnością nie trzeba nikogo przekonywać. 
    Wnętrza, wyrażające istotę tego stylu, charakteryzują się dbałością o każdy szczegół. Wyróżnia je rodzaj wytworności stworzonej poprzez złote żółcienie, złociste ochry i pastelowe, rozbielone subtelnością kolory; światło w postaci nagromadzonych lamp, lampionów i świeczników, w końcu - meble pamiętające XVII i XVIII wiek (polichromowane i tapicerowane). 

    Czy urządzając dzisiaj swoje domy, mieszkania w stylu francuskim, gdzie otacza nas piękno szlachetnych tkanin dekoracyjnych, zastanawiamy się, że tak naprawdę odbywamy "podróż w czasie", sięgając do wieku Oświecenia?
    Myślę, że niewiele osób w życiowym pośpiechu w ogóle ma czas na takie rozmyślania. Dlatego, pozwólcie, że nie marnując Waszego cennego czasu na przygotowania do tego rodzaju podróży, sama zabiorę Was w przeszłość. Nie trzeba pakować walizek, kuferków, zastanawiać się, jaka będzie nam towarzyszyć aura pogodowa. Wystarczy usiąść przy filiżance kawy lub herbaty i... przeczytać. Tylko tyle lub aż tyle. To już kwestia do rozwiązania dla Was samych. 

    Wyruszamy...

    niedziela, 4 września 2016

    Jak widzieli obie kobiety rzeźbiarze końca XIX wieku i XX stulecia? Rodin/Dunikowski. Kobieta w polu widzenia.

    WYDARZENIE KULTURZE

    Rodin/Dunikowski. Kobieta w polu widzenia.

     



    Rodin Dunikowski

    Akt, Hennri de Matisse, reprodukcja



     "Słownik symboli literackich" określa kobietę jako: "chaos, niezgodę, nieład, księżyc, podświadomość, ziemię, naturę, matkę, macierzyństwo, moralność, cnotę, piękno, cudzołóstwo, pokusę, intrygę, kłamstwo, stałość, królestwo, państwo, naród, miasto, Kościół, niepewność, ekstazę, wyrocznię, okrucieństwo, niebezpieczeństwo, krańcowość, wielomówność. Michaił Bułhakow w powieści "Mistrz i Małgorzata"widzi kobietę w zgoła innej roli: kochanki i muzy literackiej, dla której Mistrz staje się jedynym sensem  życia. "Musiała albo zapomnieć o nim, albo umrzeć sama. Przecież tak  nie sposób żyć! Tak nie można! Zapomnieć o nim za wszelką cenę zapomnieć! Ale nieszczęście na tym właśnie polega, że zapomnieć nie umie." Ten cytat doskonale można odnieść do Camille Claudel i Sary Lipskiej, które stały się jednymi z bohaterek wystawy "Rodin/Dunikowski. Kobieta w polu widzenia ". Ekspozycję można oglądać do 18.09.w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Warszawie, a następnie - od 7.10.  do 15.01.2017 roku w Muzeum Narodowym w Krakowie. 




    Rodin Dunikowski

    Plakat promujący wystawę w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Warszawie

    Henry Asselin napisał, że "Camille nosiła najdziwaczniejsze suknie, a zwłaszcza fryzury sporządzone ze wstążek i piór, w których mieszały się tysiące kolorów. Bo była w tej genialnej artystce jakaś nadmierna przesada, coś z wiecznego dziecka... ." O Sarze Lipskiej - pierwszej Polce, która miała swój butik przy Champs Elysee, ubierała Helenę Rubinstein i Colette mówiono i pisano "muza Dunikowskiego".

    Jak widzieli obie kobiety rzeźbiarze: Rodin i Dunikowski, określani przez swoje muzy mianem mistrzów?
    Próbę odpowiedzi na to pytanie zdaje się dawać wystawa w warszawskiej Królikarni.

    piątek, 2 września 2016

    Joe Dassin

    Joe Dassin poetyka francuskiej piosenki 


    MUZYKA

    fotografia  czarno biała

    Paryskie życie





    Jestem sentymentalna, nie tylko w życiu codziennym, ale także - w wyborach muzyki, jakiej słucham.Na początku lat 80-tych miałam niewiele, bo 7 lat. Wówczas zobaczyłam i usłyszałam po raz pierwszy, Joe Dassin, który wraz z Marylą Rodowicz nagrał program muzyczny dla Polskiej Telewizji (wtedy do wyboru były tylko dwa programy). Mimo że, Joe Dassin był Amerykaninem, to ja słuchając go, myślę, iż jest uosobieniem poetyki francuskiej piosenki

    czwartek, 1 września 2016



    miasta i miejsca niezwykłe




    CHORWACJA





    Chorwacja

    W drodze na Riwierę Makarską 


    Chorwacja


    "W kieszeni wiatrówki znajdziesz 
    niebieski bilet na vaporetto /.../
    Niebieski bilet /.../
    obiecuje Ci odmianę, podróż.
    Bilet mówi: /.../ o pragnieniu."

    /Adam Zagajewski, "Vaporetto"/



    Od kiedy pamiętam moje pragnienia o podróży podążały tam, gdzie sny zdają się miewać egzotyczne imiona. I choć vaporetto w  cytowanym wierszu poety oznacza tramwaj wodny we Włoszech, to moje zapiski z podróży wiodą wprost do Chorwacji.

    Tajemniczy ogród w centrum Paryża dla znudzonych rutynowym programem zwiedzania miasta

    FRANCJA


    PARYŻ

    MUSEE  RODIN



    Paryż, Hotel Biron 


    Paryż, Paryż, Paryż...

    "/.../
    Miasto jest otwarte,
    otwarty jest wiatr  i wahanie; 
    wszystko, co się wydarzyło,
    czeka na ciebie/.../".
    /Adam Zagajewski, Wieczorem/

    Lew Tołstoj napisał kiedyś, iż: "Prawdziwie kochasz wtedy, kiedy nie wiesz dlaczego". Paryż kochany jest od zawsze.W moim sercu zajmuje wyjątkowe, szczególne miejsce. Dlatego dziś postanowiłam ofiarować Wam impresję paryską , a w niej - nie place, ogrody, fontanny, latarnie, gwiazdy nad Polami Elizejskimi, Montmartre, Montparnasse, Ogrodami Luksemburskimi, tylko -  miejsce niezwykłe TAJEMNICZY OGRÓD AUGUSTA RODINA DLA ZNUDZONYCH RUTYNOWYM PROGRAMEM ZWIEDZANIA MIASTA.
    Dzisiaj ludzie postrzegają Paryż jako brudne miasto, pełne sprzeczności etnicznych... . Sama, choć o tym wiem i dostrzegam wiele niedoskonałości,widzę MÓJ PARYŻ zupełnie inaczej. Nawet, gdy wyjeżdżam z Paryża, odwiedzam go często w myślach po to, by utonąć w jego niebanalności i zapachu, zwłaszcza - wiosną i jesienią.  
    Pierwszy wyjazd do Paryża otworzył wiele zamkniętych szczelnie zakamarków w mojej duszy, przekonał mnie, że TAK CHCĘ ŻYĆ... , ŻE CHCĘ PISAĆ , ŻE WARTO DAĆ SZANSĘ WŁASNYM MARZENIOM. Potem, spędzone cudowne tygodnie, dni, chwile, których nie jestem w stanie opisać w kilku, a nawet kilkudziesięciu zdaniach, pozwoliły pokochać Paryż całym sercem. Czas spędzony na Montmartre, Montparnasse, w Musee D'Orsay, na Place du  Vendome - w ostatnim mieszkaniu Fryderyka Chopina, naprzeciw Hotelu Ritz, tuż przy  rue de Rivoli   (Musee Luvre), w którym przez ponad 20 lat miała swój apartament Coco Chanel... sprawił, że moje życie nabrało świetlistego blasku. Dla mnie Paryż to ślady tych, których nie dane mi było poznać, a tak bardzo i nieustannie czuję z nimi bliskość, wyjątkową więź emocjonalną. Płakałam jak dziecko nad grobem Chopina, zapaliłam świeczki i włożyłam kartkę z fragmentem moich myśli... .  Wzruszyłam się, gdy odnalazłam grób Amedeo Modigliani'ego i Jean Hebuterne na Pere- Lachaise. W Musee Rodin wpisałam się do księgi pamiątkowej: ''Panie Rodin, kocham Pana do szaleństwa... '' - takimi słowami Camille Claudel - muza, rzeźbiarka, ale i wieloletnia partnerka życiowa artysty rozpoczynała każdy swój list pisany do Auguste Rodina. 
    Tutaj chciałabym się zatrzymać na dłużej... . Zapraszam Was na rue de Varenne, niedaleko Champs Elyseedo ukrytego za Pałacem Inwalidów (sarkofag Napoleona Bonaparte) Hotelu Biron. Poeta Rainer Maria Rilke (sekretarz Augusta Rodina od września 1905 do maja 1906 roku) odkrył to niezwykłe miejsce na paryską pracownię dla rzeźbiarza Auguste Rodina.
    Dzisiaj mieści się tutaj część muzeum poświęconego artyście (drugie miejsce związane z twórczością rzeźbiarz to miasteczko Meudon), założone w 1919 roku dzięki licznie ofiarowanym przez Rodina dziełom. Bilety do muzeum w cenie: 6 i 9 Euro, do ogrodu zaś - 1 Euro.




    Paryż, 79 Rue de Varenne, Musee Rodin 

    Nie będę opowiadać o tym, ile rzeźb, szkiców do nich, pamiątek można obejrzeć wchodząc do gmachu muzeum. Takie informacje goszczą w dość licznych publikacjach (przede wszystkim w języku francuskim, angielskim i niemieckim), dotyczących życia i twórczości artysty.  Mnie urzekł, całkowicie zniewalając moje myśli ogród. W sierpniowe, niezmiernie upalne południe, stał się on dla mnie i mojej mamy istnym wytchnieniem od dokuczliwego skwaru, ale też - od zgiełku, jaki w okresie letnim jest głównie zasługą turystów (Paryżanie przeważnie opuszczają miasto, udostępniając je w ten sposób dla zwiedzających, jak jedno wielkie muzeum.), przyjeżdżających do Paryża z całego świata. 
    Sercem tego miejsca jest ... ogród, z całą swoją tajemniczością, zalotnością kwiatów, mądrością drzew, sopranem ptaków. Kameralny, niezatłoczony park, w przeciwieństwie do pozostałych w Paryżu, ukrywa miedzy drzewami rzeźby, które rozstawione - niczym ukryte skarby - pozwalają na to, by je w końcu odkryć. Mijamy posągową postać pisarza Honore de Balzac, docieramy też do niedokończonej, a wzorowanej na "Piekle" Dante Alighieri, "Bramy Piekieł". Wchodzimy  w żywopłotowy maleńki labirynt i natrafiamy na rzeźbę, którą Rodin tworzy w 1882 roku -  "Myśliciela". Muskularny, masywny, ogromny zamyślony człowiek wyrasta tuż przed naszymi drobnymi, filigranowymi w stosunku do rzeźby sylwetkami. I zaraz przypominamy sobie scenę z filmu "O północy w Paryżu" (pisałam o nim w swoim poście, w cyklu: kraina słów, obrazów i dźwięków), w której przewodniczką oprowadzającą Gila, Inez oraz ich amerykańskich przyjaciół po Musee Rodin jest sama Carla Bruni (modelka, aktorka, piosenkarka, prywatnie żona Nicolas Sarkozy). Próbuje ona rozwiać wątpliwości dotyczące słynnej Camille Claudel, która poznana rok po stworzeniu rzeźby  Myśliciel przez Rodina, stała się jego kochanką, ale nigdy nie została - żoną.






    Myśliciel (1882 r.), Musee Rodin


    Przechadzamy się cienistymi alejkami, do których wabi nas zapach licznych gatunków kwiatów, między innymi wiele odmian hortensji, ale też ponad dwa tysiące różnorodnych odmian krzewów różanych. Siadamy na jednej z ławek, oddychając krystalicznie czystym powietrzem, w którym unosi się powab kwiatów i drzew, kontemplujemy ciszę i niejako dziewiczą przyrodę. A przecież jesteśmy w samym centrum Paryża! Czy można się  dziwić, że Auguste Rodin docenił zalety ukrytej w tym miejscu rezydencji? Wielki ogród i jego atmosfera sprzyjały tworzeniu, a także - wpływały, nawet przekładały się na owocne spotkania z klientami czy marszandami. Czego pragnąć więcej?






    W ogrodzie Rodin 



    Ten ogród ma w sobie wszystko, czego szuka spragniony wytchnienia turysta w czasie realizacji tzw. planów zwiedzania: ciszę, klimat, czar. Niestety, z przykrością przyznaję, że niewiele biur podróży oferuje w swoim programie możliwość odwiedzenia Musee Rodin wraz z ogrodem. Obie z moją mamą postanowiłyśmy same wybrać się na rue de Varonne, gdy inni zwiedzali wieżę Gustawa Eiffla.  Sami oceńcie czy nie było warto? Przepełniony turystami Paryż nagle milknie, a odwiedzający ogród przeżywają spotkanie z naturą, w czasie którego odczuwają jej wielkość, niezłomność, piękno. I pomyśleć, że ten zakątek znajduje się zaledwie 15-20 minut od jednej z najbardziej zatłoczonych alei świata: Champs  Elysee!, stworzoną w swym pierwowzorze przez Marię Medycejską, która pola uprawne zamieniła w drogę obsadzoną drzewami.
    Dzisiejszą wizytę w Musee Rodin zakończę słowami Carlosa Ruiz Zafon z "Cienia wiatru":

    "/.../ Paryż jest na tyle duży, żeby się zgubić,ale i na tyle mały zarazem, żeby móc coś dla siebie znaleźć."
    Warto o tym pamiętać, gdy będziecie planować swój pierwszy, następny i kolejny wyjazd do tego miasta. Bowiem, ten, kto raz odwiedził Paryż, wraca do niego po wielokroć.






    Plan sytuacyjny Musee Rodin, 79 rue de Varenne: Hotel Biron,Ogród, Villa des Brillants
    Dojazd do Musee Rodin:

    • Metro linia 13 stacja Varenne
    • Rer linia C stacja Invalides
    • Autobus 69,82,87,92

    Uwaga: Ogród może być zamknięty w mało dogodną aurę pogodową.





    Musee Rodin, 79 rue de Varenne, 75007 Paris, tel. +33 (0)1 44 18 61 10

    www.musee-rodin.fr